iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Jak 'Pieczone gołąbki'

Z okazji jutrzejszego piątku, za którym animatorzy profili na fb i pracownicy korporacji tęsknią od wtorku (wyjątkowo nie od poniedziałku), dedykuję nam wszystkim wazną, jak nie najwazniejszą zasadę dobrego pozycia w pracy:

W pracy bądź jak szczypiorek na wiosnę.
Niby pszczółka wesoło w niej brzęcz.
Gdy w złym jesteś humorze to o innej dnia porze
kogoś wynajm i wtedy go męcz ...

Cytat pochodzi z komedii Chmielewskiego "Pieczone Gołąbki" z 1966 roku. Mam dziś wrażenie, że po blisko pół wieku film ten jest nadal aktualny, pamiętacie hydraulików? Link do klipu...

Podobna ekipa wymienia kafle w ramach napraw deweloperskich na balkonie ponad moim. Robią to od kwietnia. Ich rusztowanie zastawia okna, widok, cały chodnik i wyjście z mojej klatki. Wiedziałam, ze źle to się dla mnie skończy i kiedyś wywinę orła. Kiedyś nadeszło dzisiaj. I tak jak dotąd naprawdę starałam się (i to bardzo) nie narzekać, nie przeklinać i być miłą mieszkanką, to dziś miarka się przelała i mam ochotę wypowiedzieć komuś wojnę... 

Ale w pracy będę jak pszczółka i szczypiorek,choćby nie wiem co się działo :)

Komentarze (0)
Sprzedawca kontra sprzedawca

Czy byłaś kiedykolwiek w butiku Jimmy Choo? Ja całkiem niedawno przechodziłam obok zachęcająco prezentującej się witryny jednego z saloników tego brytyjskiego designera. Za szybą stały zaledwie trzy pary pantofelków, a jakże bogato się prezentowały!

Z miejsca przypomniałam sobie ostatnie reklamy w jednym z popularnych czasopism dla kobiet i ciągle narzucającą mi się w Internecie reklamówkę Jimmy Choo 24/7. Była genialna! Muszę wejść do środka!

Nie powiem, było mi trochę wstyd tam wejść. Przecież wiadomo, że nie stać mnie na buty Jimmy Choo, ich ceny zaczynają się od 2000 zł. Nawet nie chcę odkładać na pierwszą parę, bo jak mnie wciągnie to drogie hobby, to zastawię dom, by nosić tylko je. I choć to wszystko wiem, strasznie chcę wejść do środka.

Nieśmiało stanęłam w progu. Nie minęło kilka sekund, gdy dostrzegła mnie dojrzała kobieta w perfekcyjnie skrojonej garsonce. Podeszła i uśmiechnęła się. Nie zapytała, czy może w czymś pomóc. Nie zapytała, czego szukam. Wiedziała bardzo dobrze, że nie potrzebuję pomocy i wcale się nie zgubiłam. Jestem tu, bo... Zawahałam się. Tu jest tak strasznie drogo... Po co weszłam do środka?

- Zapraszam - powiedziała do mnie ciepłym tonem i prawą dłonią wskazała wielką sofę tuż przy jednej z półek ozdobionej pantofelkami.

Kanapa sama prosiła się, by na niej usiąść. Tak też zrobiłam.

- Czy mogę zaparzyć Pani kawę? Mamy też fantastycznego różowego szampana, w kolorze najnowszej wersji pantofelków Jimmy Choo Anouk...

Spojrzałam ponownie za dłonią przemiłej kobiety. Wskazała mi stojący za sofą, po drugiej stronie od drzwi szklany stolik. Na nim prezentowały się dumnie szpilki Jimmy Choo Anouk w kolorze szampana. Ich lakierowana skóra miała połysk jaśniejszy od srebrnego naczynia, w którym chłodził się wspomniany alkohol.

- Poproszę kawę. - Wydusiłam z siebie nieśmiało i sięgnęłam po buciki.

Kobieta odeszła ode mnie na chwilę, podeszła inna. Znacznie młodsza, wydaje mi się że w moim wieku, albo jeszcze młodsza. Uśmiechnęła się do mnie i przystanęła na moment

- Model który trzyma Pani w ręku jest w rozmiarze 35, a jaki Pani nosi? - Zapytała.

Znowu zawahałam się. Chwilę zastanowiłam. Tak naprawdę nie wiem jaki dokładnie noszę rozmiar...

- 36 albo 37 - powiedziałam głośno - zależy od producenta. - Tak, to producent decyduje jaki rozmiar noszę, nie moja fizjonomia.

Dziewczyna charakterystycznie przytknęła palec wskazujący do policzka kciuk umieszczając pod brodą, pozostałe palce zwinęła w lekko zaciśniętą pięść. Westchnęła radosnie i wyjaśniła mi:

- Czyli 36 i pół. Absolutnie każdą parę możemy wykonać dla Pani w dokładnie dopasowanym co do milimetra rozmiarze. Pójdę po Anouk...

Jak powiedziała, tak tez zrobiła. Odwróciła się tanecznie na szpilce Jimmy Choo Gilbert i jakby frunęła w powietrzu oddaliła się w stronę schodków. Jej buty musiały być niesamowicie wygodne. Odprowadziłam ją wzrokiem, w tym samym czasie na horyzoncie pojawiła się wcześniej poznana przeze mnie kobieta, niosła tacę z kawą. Z daleka czułam pyszny aromat. Gdy taca wylądowała tuż przy mnie, zobaczyłam jeszcze maleńkie ciasteczko na talerzyku tuż przy filiżance.

Kobieta widziała mój niezaprzeczalny zachwyt nad trzymaną w dłoniach parą Anouk, więc odezwała się...

- Anouk to jeden z najważniejszych modeli butów Jimmy Choo. Pochodzi z kolekcji Jimmy Choo 24/7 i jest klasykiem. Klasykiem, który powinien znaleźć się w posiadaniu każdej kobiety. Fenomenalnie pasuje do każdej garsonki służbowej, robi furorę na czerwonym dywanie noszony do kreacji wieczorowej. A gwiazdy pokroju Alexy Chung, czy Angeliny Jolie noszą je nawet do dżinsów...

I tak oto siedząca przy mnie na niewielkim stołeczku-pufie dojrzała i bardzo elegancka kobieta snuła dla mnie opowieść o butach Jimmy Choo. Słuchałam oczarowana jej barwą głosu, miękkim tonem i zaraźliwym płomieniem w oczach rozpalającym się przy każdym kolejnym przywołaniu nazwy marki Jimmy Choo... Jimmy Choo... Jimmy Choo...

Gdy przyszły do mnie pantofelki Jimmy Choo Anouk, powoli lecz łapczywie chwyciłam je w dłonie i podziwiałam. Wyglądały bajecznie. W dotyku sprawiały wrażenie istnego kawałka nieba. Nie potrafiłam wypuścić ich z rąk nawet na rzecz przymierzenia. Chwilę trwało, zanim odważyłam się zdjąć moje wielkie, masywne portugalskie kozaki z wysoka cholewką. Zobaczyłam moje przebrzydłe wełniane skarpety i miałam ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu, że noszę skarpety, a nie pończoszki. Kozaki, a nie pantofelki. Spojrzałam na nie, ale ich twarze nawet nie drgnęły. Uśmiechały się zachęcając mnie do przymierzenia pantofelków. Wyciągnęłam z torebki pończoszki-stópki. Takie, jakie zakładam zawsze, gdy jestem na targach i przymierzam dziesiątki butów dziennie, albo gdy odwiedzam sklepy obuwnicze. W sumie do dzisiaj nie wiem, czy w butiku Jimmy Choo też trzeba je zakładać? Czy w butiku Jimmy Choo wypada je zakładać? Czy ekspedientki podałyby mi je, gdybym nie miała swoich? Nie wiem. Twarze kobiet nawet nie drgnęły, nie wykazały ani nuty zdziwienia. Uśmiechały się zachęcając mnie, bym poszła dalej  i w końcu przymierzyła buty Anouk.

Założyłam. O, Jeżuśku! Siedem! Siedem! Siedem!

Anouk to szpilki mierzące 9 i pół centymetra wysokości. Z przodu zakończone spiczastym noskiem mocno zwężającym stopy, trzymającym je w ryzach. Sztywna skóra zewnętrzna cholewki zmieniła kształt stopy na niesłychanie uwodzicielski. Wewnętrzna mięciutka skóra przyjemnie otulała moją własną skórę. Czułam się świetnie w mojej skórze. Fantastycznie było stanąć na wyprostowanych nogach i widzieć świat z poziomu plus 9 i pół centymetra, tak jak widza go Alexa Chung i Angelina Jolie - w Jimmy Choo Anouk i dżinsach. Przeszłam się kilka kroków, rzeczywiście - są to znacznie wygodniejsze buty od wszystkich tych Aldo i innych podobnych wynalazków. Nagle cena 525 euro nie wydawała się taka straszna.

Wtedy spędziłam w butiku niemal 3 godziny. Nie wiem co bardziej zawróciło mi w głowie - 4 pary przymierzonych pantofelków, czy może kilka kieliszków szampana (na którego w końcu się skusiłam). Niemniej jednak, choć nic nie kupiłam, czułam się jak po najbardziej sycących zakupach.

Przypomniała mi się ta historia, bo przed chwilą wyszłam ze sklepu obuwniczego w jednym z większych centrów handlowych we Wrocławiu, gdzie ekspedientka długo ignorowała mnie, by w końcu od niechcenia podejść do mnie i zapytać, czy może mi pomóc, czy szukam czegoś konkretnego?

- Szukam konkretnie butów. Czy pomoże mi pani znaleźć buty?

Dziewczyna rozejrzała się po sklepie i powiedziała:

- Jest to, co Pani widzi. Nic więcej nie mamy. Jak będzie pani chciała coś kupić, to proszę mnie zawołać.  - I odeszła w stronę kasy, gdzie dumnie stanęła i z miną ciecia obserwowała zagubione w sklepiku kobiety.

Nie wiem ile par butów otaczało mnie w tym sklepie sto? Trzysta? I tak wydawał się strasznie pusty. Nie wiem w jakiej cenie zaczynają się tu buty od 200 zł? Strasznie drogo. Może gdybym przymierzyła, spodobałyby mi się bardziej, ale jakoś tak, nawet nie wiem jaki mam rozmiar 36? A może 37? Nie będę zawracać głowy kasjerce wyszukiwaniem mojego rozmiaru. Jeszcze potraktuje mnie jak Katarzynę Grocholę, której kiedyś ekspedientka w jednym ze sklepów obuwniczych rzuciła prosto w twarz: - I tak nie stać Pani na te buty. Spakowałam swoje ambitne cele zakupowe i wróciłam do domu z pustymi rękami.

Jezeli kiedyś kupię buty w tym sklepie to chyba tylko przez przypadek i wbrew woli "sprzedawców". Niektóre ekspedientki to typowe przykłady handlowców, dla których sprzedać oznacza podać z półki i wydać paragon.

W Jimmy Choo kupię buty, jak tylko umożliwi mi to sytuacja. Ekspedientki Jimmy Choo sprzedały mi markę, zrobiły ze mnie swoją przyszłą klientkę. I nawet jeśli z szampanem przesadziły, to wydawanie pieniędzy (nawet w ostatecznym rachunku moich) na sprawianie mi przyjemności to bardzo dobry pomysł.

Komentarze (1)