iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Świry z internetu cz.3

Jeżeli dzisiaj nie wiesz kto to taki Clint Eastwood i dlaczego się z nim umówiłam, powinnaś przeczytać wpis 1 i wpis 2 w dokładnie tej kolejności. Oba zatytułowane Świry z internetu. Człowieka o którym mowa poznałam za pośrednictwem portalu eRandka.pl, czy coś w tym stylu…

Jasne, że powinnam była zwrócić uwagę na czerwone flagi: internet, nieprzyzwoicie piękny, elokwentny i  te szybkie odpowiedzi na moje mejle…  Fakt, trochę się bałam pierwszego spotkania. Na nieszczęście moja praca polega na przeczesywaniu internetu, więc i jego wyczaiłam:)

Do czasu spotkania wiedziałam gdzie mieszka, gdzie pracuje, gdzie studiował, jakie miał stopnie w szkole, co robi w czasie wolnym, czym się pasjonuje, gdzie go można spotkać, jak liczne ma rodzeństwo, jak brzmi jego głos, jakim jeździ autem, jakimi jeździł autami, kiedy chodził do szkoły muzycznej, kto go może znać… I uwaga - z tego samego miasta pochodzi Ostatni Mohikanin (tu dowiesz się kto to).

- Jego nie znam, ale z jego siostrą chodziłem do klasy - wyjaśnił mi Mohikanin - to dobra rodzina.

Rekomendacja Mohikanina jest jak gwarancja wieczysta, dlatego nic więcej nie musiałam wiedzieć. No może poza jednym - na żywo Clint Eastwood okazał się jeszcze przyjemniejszy z wyglądu i atrakcyjniejszy w kontakcie niż przez internet. Nic w jego profilu nie było naciągane czy nakłamane. A zdjęcie nie oddawało jego idealnej i bardzo męskiej urody.

Zanim znaleźliśmy miejsce w jakiejś kawiarni minęło trochę czasu i kilka lekkich tematów poruszonych w czasie przyjemnego spaceru. Pogoda dopisywała, dlatego ogródki w centrum miasta cierpiały z oblężenia. W końcu trafiliśmy przed ogródek przytulnej kawiarenki w malowniczym zaułku centrum. Nigdy wcześniej tu nie byłam. Usiedliśmy na kawę i wdaliśmy się w żarliwsze dysputy.

Słuchałam go i patrzyłam na niego nie mogąc uwierzyć... Czyżby los chciał zrekompensować mi wszystkie nieudane randki, beznadziejne związki i wywiedzione w pole nadzieje? Poczułam się przy nim zupełnie swobodnie. Postanowiłam skrócić jego przydługawy wstęp do opowiadania o sobie.

- Muszę Ci się do czegoś przyznać - zaczęłam śmiało - ja wiem o Tobie te wszystkie rzeczy, o których opowiadasz, bo wystarczy wpisać Twój email w Google i na pierwszych dziesięciu linkach pojawia się historia Twojego życia plus szczegółowy opis każdego hobby. Wszystko opatrzone zdjęciami i filmami. Wiesz, dziennikarze są w internecie jak na widelcu…

Po twarzy widziałam, że nie spodziewał się tego wyznania. Zmieszał się, zająknął i zaproponował colę, bo kawy już wypiliśmy.

Odetchnęłam z ulgą gdy powiedział, że idzie po kolejny napój. Wcześniejsza jego mina zwiastowała zupełnie inną propozycję, raczej zakończenia naszego spotkania. Zanim przyznałam się do googlowania wydawało mi się to takie obowiązkowe i na miejscu. Niestety nieproszona szczerość miewa tylko negatywne skutki, muszę bardziej uważać na to co mówię.

Gdy wrócił z dwoma szklaneczkami coli żałowałam, że nie zaprotestowałam i nie wybrałam jakiegokolwiek innego napoju. Mogłam zamówić herbatę, jeszcze jedną kawę, wodę mineralną bez lodu… Cokolwiek bez lodu… Zamiast tego przed moimi oczami pojawiła się zimna i wilgotna szklanka z zimnym i wilgotnym spodem, z której kropelki zimnej wody powoli leniwie spływały na blat drewnianego stolika. Skroplona wilgoć niedbale staczała się wzdłuż szklanki, by u swego celu zamienić w mini kałużę.

Szklanka mojego towarzysza stała już w połowie pusta, zanim ja odważyłam się pierwszy raz chwycić swoją i napić tej coca-coli. Zgodnie z najgorszymi przypuszczeniami, naczynie pozostawiło na stole duży i bardzo mokry okrąg. Odstawiając je starałam się trafić w dokładnie to samo miejsce, by nie pogarszać sytuacji. Zerknęłam ukradkiem na wewnętrzną stronę dłoni, mieniła się od wilgotnej warstwy pozostawionej przez nieprzyjemnie mokrą szklankę. I co mam teraz zrobić z tą dłonią? Przecież jej nie odłożę na kolano, ani nawet nie zamknę. Niektórzy nazywają to nerwicą natręctw, a ja po prostu nie lubię wilgotnych szklanek, braku podkładek pod napoje i mokrych okręgów na stole... 

- A Ty? Hmmm? - Zadając to pytanie lekko musnął dłonią mój łokieć, jakby specjalnie próbując odwrócić moją uwagę od szklanki. Chyba zauważył, że coś jest nie tak.

- Co ja? - Odruchowo odpowiedziałam pytaniem, bo zupełnie zgubiłam temat rozmowy. I to niestety też wyłapał…

- Jak spędziłabyś taki czas wolny? Hmmm?

- Hm… - Co może powiedzieć pracoholik, by się nie ujawnić z nałogiem? - Czasami najchętniej wzięłabym wolne tylko po to, by głaskać moje koty.

Oj błąd. Bardzo zła odpowiedź. Dlaczego to powiedziałam?!? Czyżbym nie zrozumiała pytania, intencji, miejsca, sytuacji, ani niczego?!? W gronie moich znajomych tekst o kotach zabrzmiałby zabawnie, bo oni wiedzieliby, co ta przenośnia oznacza. I że to jest przenośnia. Przecież nigdy nie wzięłabym wolnego z tak błahego powodu, a na urlopie trudno utrzymać mnie w jednym miejscu (i z daleka od komputera)…! Podniosłam twarz by spojrzeć jeszcze raz na Clinta Eastwooda. Zgadza się, on nie odczytał moich słów tak, jak zrozumieliby je moi znajomi...

- To taki żarcik:) - dodałam szybko i bezmyślnie, ale tylko pogorszyłam swoją sytuację. Wielki znak zapytania w jego spojrzeniu zdradzał wszystko. To ja jestem świrem z internetu.

Komentarze (8)
Świry z internetu cz.2

Na potrzeby niniejszego vademecum przeprowadzam skomplikowany eksperyment. Sprawdzam sens e-romansów i rzekomą teorię, że siecią rządzą świry. Przecież dziwolągów musi być tyle samo w sieci co w realu.

Zapisałam się do eRadkowiczów.pl czy jakoś tak, pod wpływem bardzo pozytywnego doświadczenia najbliższej przyjaciółki (dowiedz się więcej). Chciałam stworzyć mój profil na miarę randkowego picture perfect. Ostatecznie jednak wybrałam szczerość i dobre zdjęcia.

Następnego dnia z kaca wybrudził mnie dzwonek telefonu oznajmiający głośnego mejla. W sobotę! Kto pisze do mnie w sobotę rano?!? eRandkownia.pl … „Z pewnością już niecierpliwie czekasz na nowe propozycje Partnerów dla Ciebie... Oto one!” Nie czekałam, ale dawaj. To trochę jak Groupon, ale zamiast super obniżki ceny masz obniżkę wymagań, na tacy dostajesz listę kilku singli zamieszkałych w promieniu 50km. Nieźle.

Dostałam 10 ofert. Pierwsze – pasztet bez zdjęcia. Drugie – pasztet bez zdjęcia. Trzecie – knypek. Czwarte – oj, mógł nie dodawać tego zdjęcia. Piąte… zaniemówiłam. Tak wyglądałby Clint Eastwood gdyby urodził się brunetem. No to czytam profil… Zabawny, stanowczy i inteligentny. Sprawdzam „wykresy osobowości”… yyyy… No dobra, nie będę udawała, że wiem o co w nich chodzi.

Potrzebowałam szybkiego kursu obsługi e-romansów, bo niby co się robi dalej? „Wyślij uśmiech” - podpowiedział portal, tak też zrobiłam. Prawie jak w realu.

Drugi mejl przysłany tego dnia od eRandki informował, że mój uśmiech odwzajemniono. Wtedy akurat biegałam w parku, więc odebrałam wiadomość godzinę później, gdy pojawiła się także nowa… mejl od Clinta Eastwooda!

Po raz pierwszy w życiu odłożyłam prysznic po joggingu o kilka minut, właśnie po to, by przeczytać jego odpowiedź wysłaną na randkowni.pl. I oczywiście odpisałam. Od razu.

Gdy wróciłam spod prysznica kolejna wiadomość czekała na mojej poczcie. Zgodnie z zasadami (patrz Świry z internetu cz.1), o których w końcu sobie przypomniałam, postanowiłam zrobić przerwę w pisaniu. Dokładnie sześć godzin wstrzymałam się z kolejnym mejlem. Co do minuty. On wstrzymał się jeszcze dłużej - kolejną wiadomość odebrałam dzień później. Ale tym razem zaproponował spotkanie, podał swój prywatny adres email i numer telefonu…

Cdn.

Komentarze (0)
Świry z internetu cz.1

Jeżeli facet po trzydziestce jeszcze się nie ożenił, to coś z nim musi być nie tak: wariat, nałogowiec, maminsynek, czyste zło - to najczęstsze powody. A czy ta reguła tyczy się także nas – singielek około 30tki? A może słusznie zauważyła moja przyjaciółka, nazwijmy ją Lady M., my po prostu jesteśmy wybredne…?

Lady M. kilka miesięcy wcześniej na pewnym portalu randkowym poznała bardzo przystojnego faceta. To nie jedyna jego zaleta, jest on także zaradny życiowo, ambitny i pracowity, a do tego ma ciekawą pracę i świetne hobby. Dzisiaj mogę też z pełną świadomością dodać, że należy on do wąskiego grona facetów dobrych z natury. Normalnie Ostatni Mohikanin.

Umawianie się przez internet powszechnie uważa się za żenadę, zwłaszcza ze względu na liczebność świrów i zboczeńców polujących w cyberprzestrzeni na swe ofiary. Dlatego oficjalnie Lady M. nie przyznaje się gdzie poznała Mohikanina. Nieoficjalnie powtarzała mi przy każdym spotkaniu jak mantrę: - musisz się zapisać, tam są naprawdę fajni faceci: dojrzali, inteligentni, przystojni, lekarze, prawnicy, managerowie… sama zobaczysz!

Po stanowczych namowach  Lady M. i dla dobra niniejszego vademecum postanowiłam poszerzyć strefę towarzyską o internet i polecany przez nią portal e(j)Randkownia, czy jakoś tak.

Zasady, których należy się trzymać umawiając się przez internet (za Lady M.) są proste:

1. Bądź maksymalnie wybredna.

2. Profile bez zdjęć odrzucaj, bo jak facet wstydzi się swojego wyglądu to musi być mega pasztetem.

3. Nie podawaj numeru telefonu ani jakichkolwiek prywatnych danych przed spotkaniem.

4. Nie kontaktuj się, nie kontynuuj rozmowy i nie idź na spotkanie, jeżeli nie masz na to ochoty.

5. Nie bój się i nie wstydź napisać do niego pierwsza.

6. Nie zachowuj się ja desperatka ślęcząca przed komputerem. Odpisuj z opóźnieniem przemyślane wiadomości.

Cdn.

Komentarze (5)
Co o facecie mówi miejsce pierwszej randki?

W pięknym mieście Wrocławiu w pięknej restauracji tureckiej, na przyjęciu po zamknięciu, dwoje pięknych ludzi miało okazję spotkać się po raz pierwszy. A że było to spotkanie zaufanego grona najbliższych przyjaciół właściciela knajpki, dwoje pięknych ludzi odnalazło wiele wspólnych tematów, poglądów i powodów do żartów. W końcu znali się od dawna, choć tylko pośrednio.

Ośmieleni wystrzałowym koktajlem wdali się w długą i przyjemną rozmowę, taką jaka zdarza się tylko podczas tego pierwszego, pełnego naiwnych nadziei spotkania.

Ani się obejrzeliśmy, a wieczór dobiegł końca i wsiedliśmy do auta by wrócić do domów: moje trzy przyjaciółki, piękny przyjaciel i ja - kierowca. Zważywszy, że byłam jedyną osobą trzeźwą, najlepiej bym to ja właśnie opowiedziała jak rozwinęła się nasza dyskusja.

Zgodnie z zasadą, gdzie trzy osoby tam pięć opcji politycznych, nasza piątka miała 8,33 teorie na temat: kiedy należy do dziewczyny zadzwonić? Ułamek teorii przypisałam sobie, bo nie posiadał wartości empirycznej.

Gdy doszliśmy do kompromisu, że dzień następny będzie odpowiedni  by skorzystać ze zdobytego numeru telefonu, pojawiło się trudniejsze pytanie: co jej zaproponować?

Nie wolno sądzić książki po okładce, nie powinniśmy też oceniać ludzi po wyglądzie. Ale m u s i m y oceniać facetów po tym dokąd zabierają nas na pierwszą randkę. Miejsce pierwszej randki jest jak system znaków ostrzegawczych, trailer związku. Poniższe zestawienie to summarum pomysłów i interpretacji, które wypłynęły tego wieczora.

 

Włoska restauracja

 Jeżeli zabierze Cię na kolację do włoskiej restauracji, to znaczy że naoglądał się zbyt wielu filmów. Na dodatek kiepskich. Z facetem, który może zaoferować Ci wyłącznie fantazje rodem z filmów klasy B puszczanych w czasie antenowym dla zdesperowanych kur domowych nie stworzysz interesującego związku.

  

Pub

 Jest alkoholikiem w fazie wypierania się nałogu.

 

 Wesołe miasteczko

 Ma syndrom Piotrusia Pana. Wieczne dziecko. Jeżeli mamusia nie zdążyła go wychować do dzisiaj, to wierz mi, Tobie też się nie uda. Nigdy.

 

 Muzeum

 Serio? A może to wcale nie była randka? Może tylko spotkanie ze znajomym? Który jest gejem…?

 Park

Bardzo romantycznie. Zapewne od razu zaskoczyliście bakcyla znajomości. Facet wyraźnie i bez skrępowania okazuje Ci zainteresowanie. Poddaje się Twojemu urokowi. Nie zakochuj się, on wkrótce równie szybko podda się urokowi kolejnej dziewczyny.

 Kino

Najwyraźniej stwierdził, że nie ma o czym z Tobą rozmawiać, więc niech przynajmniej jakaś fabuła towarzyszy waszemu uprzejmemu milczeniu.

Kręgielnia

Facet na siłę chce być cool. Ale nie wyczaił, że bycie cool nie ma nic wspólnego ze ściąganiem Twoich zajebistych butów na pierwszej randce. A już na pewno nie z zakładaniem przepoconych cudzych butów o pół rozmiaru za dużych lub za małych.  Fuj.

 Koncert

 Na pierwszą randkę na koncert? Coś mi się wydaje, że zainteresowany jest bardziej kapelą niż rozmową z Tobą. I niech zgadnę - każde zapłaciło za swój bilet…?

 Mecz

Tego typu randki prowadzą do finału sezonu piłkarskiego, wtedy nagle orientujesz się, że siedzisz na meczu Śląska Wrocław w koszulce Śląska Wrocław, z szalikiem Śląska Wrocław w rękach i z kolorami Śląska Wrocław na twarzy. A na dodatek wykrzykujesz dziwne kibolskie teksty razem z całym tłumem zaangażowanych kibiców.

Wesele

Albo złoty strzał (facet intuicyjnie stwierdził, że jesteś idealną osobą, by spędzić z huczną imprezę i przedstawić całej rodzinie) albo wielki wał (facet rozstał się niedawno z dziewczyną, która będzie na tym weselu i chce przed nią odstawić show jak mu świetnie w nowym życiu z nową dziewczyną). Nie bądź plaster, nie idź. Nie na pierwszą randkę.

 

---

Ostatecznie sprawa pięknych ludzi trafiła do kawiarni. Bezpiecznie i korzystnie. Bo nawet jeżeli w blasku dnia i na trzeźwo postanowią nie kontynuować znajomości, to przynajmniej każde z nich zje dobre ciacho.

 

Komentarze (3)