iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Szukam sprzątaczki, kucharki, opiekunki...

Nie wyrabiam. Obowiązki i organizacja wszystkiego wokół mnie małej jednej wrednej powoli wymyka mi się spod kontroli. Nie mam kiedy odstawić auta do warsztatu, zrobić zakupy czy pranie. Nie mówiąc o luksusie profesjonalnie pomalowanych paznokci.

Postanowiłam zamieścić ogłoszenie:

Jakby była jakaś chętna - dajcie znać.

Bo przeciez facetom się udaje wkręcać nawet najmądrzejsze kobiety w tak głupie układy.

Komentarze (0)
Facet gotowy na wszystko, cz.3 (ostatnia)

W zabieganym mieście Wrocławiu jest tylko kilka miejsc, w których zabiegani mieszkańcy Wrocławia mogą spokojnie pomyśleć. A nawet muszą myśleć, bo tu absolutnie nic innego nie pozostaje do roboty. 

Najczęściej myślimy w stojąc w kilometrowych korkach spowodowanych uciążliwymi, ale potrzebnymi i niekończącymi się remontami ulic. Oddajemy się zadumie także przed gabinetem lekarza. Bardzo dużo czasu na myślenie mamy także w kolejce do kasy w super(?)markecie i czekając na autobus lub tramwaj na przystanku MPK. Najważniejszej analizy mojego życia dokonałam kiedyś w oczekiwaniu na tramwaj numer sześć, odjeżdżający z zatłoczonej ulicy Nowowiejskiej.

Ale w leniwą niedzielę przed południem jestem w stanie zrobić naprawdę wiele by nie myśleć wcale. Czasami się niestety nie da, przewrotny pomyślunek pojawił się w mojej głowie w Realu w Koronie, tuż przy kasie, gdy wykładałam zakupy na taśmę. Wtedy zobaczyłam tubki mleka skondensowanego... 

Tu muszę dodać drobne wyjaśnienie: poprzedni wieczór spędziłam z Facetem gotowym na wszystko (jeżeli nie wiesz kto to, przeczytaj: Facet gotowy na wszystko cz.1 i Trzy filary bezpieczeństwa AKA Facet gotowy na wszystko cz.2), byliśmy razem w kinie i rozmawialiśmy o naszych fetyszach z dzieciństwa. Na swojej liście cudów zamieścił między innymi… mleko skondensowane w tubce. Mi też kiedyś smakowało, ale już  nie pamiętam czy było takie dobre, czy po prostu nie miało konkurencji za PRL-u. Ale mniejsza z tym. To niesamowite, że wpadły mi w oko właśnie dzisiaj. Robię tu zakupy od lat i nigdy wcześniej ich nie widziałam. Niefajnie, że wyłożono dwa smaki: waniliowy i karmelowy - "osiołkowi w żłobie dano..." Nie wiedziałam, które kupić, więc wzięłam oba. Niech sam wybierze, a ja dowiem się, który lubi bardziej. Druga tubka rarytasu będzie dla mnie.

Zakupy robiłam naprawdę długo. Po wypchaniu auta siatami okazało się, że mam jeszcze sporo czasu do zmarnowania, tak też zrobiłam. Najpierw zjadłam coś u Chińczyka, a później zaszyłam się w księgarni Świata Książki. Niedziela jest moim "dniem bez petenta". Dniem, w którym wszystko toczy się wolniej, bez celu, bez tłoku. W tym dniu nie spieszy mi się i nic nie muszę. Do nikogo nie dzwonię i nie odbieram telefonów. Śpiewam na głos i rozmawiam z sąsiadami na klatce schodowej. Zakupy wnosiłam do mieszkania na trzy raty. Zamykając za sobą drzwi zamknęłam wszystkie usta, zamilkły głosy, zniknęły wszystkie "gęby", także moja. 

Wtedy usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Dzwonił On, Facet gotowy na wszystko. 

- Gosia, będę dzisiaj we Wrocławiu, odbieram córkę. Może przyjadę wcześniej i odwiedzę Cię? Spotkamy się? Wiem, że dzisiaj leniuchujesz, ale nie musimy nigdzie iść…

Rozejrzałam się  po mieszkaniu… Ja chyba wolałabym tu nikogo dzisiaj nie zapraszać. 

- Albo na pizzę…

Oj, nie! Nie chcę jeść. Już dzisiaj jadłam. No dobra, to posprzątam.

- Okej. Możemy się spotkać u mnie. - Powiedziałam bez entuzjazmu.

- To tylko pomysł - wyczuł mój ton - bardzo chciałbym Cię zobaczyć.

Kurcze, przecież widział mnie wczoraj. Zepsuł mi koncepcję na wolną niedzielę. No, ale ok. Powinnam spotykać się z ludźmi.

- Bardzo chętnie się spotkam. Daj mi tylko chwilę, by ogarnąć mieszkanie i siebie. Kiedy będziesz?

- Tak za godzinę. Nie, najszybciej za półtorej. Nie za wcześnie?

Wzięłam się za sprzątanie. Najpierw odgruzowałam pokój - trzeba było ściągnąć pranie, przeprasować trochę ciuchów, zneutralizować kurz z najwyższych półek szafy… Tak właściwie, to w moim mieszkaniu zawsze jest dość czysto, ale na powitanie gościa chcę by było "Gosia-czysto", żeby aż cały sanepid padł na kolana z zachwytu i podarował mi laur czystości.

Później zanurzyłam ciało w wannie pełnej gorącej wody, nałożyłam maseczkę z glinki na twarz i maseczkę mleczną na włosy, ustawiłam zegarek na powiadomienie i poddałam się bezcelowej kontemplacji nad sytuacją polityczną w kraju. 

Zadzwonił telefon. Pie*dolę, nie odbieram. Siedzę w wannie z błotem na twarzy. Zadzwoń później, za 38 minut mam gościa. Dzwoni raz jeszcze. Pie*dolę, nie odbieram. Siedzę w wannie z błotem na twarzy. Zadzwoń później, za 37 minut mam gościa.

O godzinie „zero” byłam już gotowa do odwiedzin. I ja i mieszkanie. A gościa brak. Sięgnęłam po telefon, to On się nie dodzwonił. Wykręciłam jego numer. Właśnie z córką wchodzili do mieszkania, nie mógł rozmawiać, obiecał oddzwonić kilkanaście minut później. Jak obiecał, tak zrobił.

- Odebrałem córkę wcześniej, bo nie mogłem się do Ciebie dodzwonić. Twój domofon chyba nie działa, a telefonu nie odbierałaś.

- Przyjechałeś sporo wcześniej, byłam w wannie gdy dzwoniłeś, nie słyszałam dzwonka. – Ok, czasami kłamię. Ale tylko w nieistotnych kwestiach.

- Może trochę szybciej przyjechałem niż planowałem. Szybko jechałem. Nie wiedziałem co zrobić, czy tak stać pod Twoimi drzwiami, czy co? Nie wiedziałem czy coś się stało… 

Wtedy dotarło do mnie, że stało się. Uświadomiłam sobie, że On należy do szerokiej grupy ludzi, którzy muszą umawiać się ze mną z dużym wyprzedzeniem. Nie chcę by wpadał do mnie znienacka i zastawał taką jaką jestem, w środowisku zdradzającym jak żyję. "Nie chcę" wynika z "nie czuję". Nie czuję tej znajomości. Nie ma co zwlekać, postanowiłam wyjaśnić mu sytuację od razu i dalej tego nie ciągnąć. Tę decyzję podjęłam w czasie rzeczywistym, bez wcześniejszej wnikliwej analizy na przystanku lub w korku, ale w trakcie rozmowy i w ułamkach sekund.

Nie był zachwycony, nie spodziewał się tego, jego desperackie próby wyperswadowania mi z głowy rozstania pogarszały sytuację. Mówił rzeczy, które mogłam tylko obrócić przeciwko niemu. Na przykład, że "naprawdę szkoda, bo mu się spodobałam". Czy to w jego uszach brzmiało jako rewelacyjny argument by mnie przekonać? Spodobałam mu się, więc mam mu paść w ramiona? Że niby w końcu się komuś spodobałam, alleluja? Jasne, że mu się spodobałam, fajna babka ze mnie. A on rzeczywiście jest fajnym facetem, ale tym razem "fajny" to dla mnie za mało. Tym razem "podobam mu się" to dla mnie za mało. 

Gdy tylko skończyliśmy rozmawiać pobiegłam do lodówki. Wyciągnęłam z niej obie tubki mleka skondensowanego. Obie otworzyłam. Postanowiłam nie czekać na nikogo i sprawdzić, który smak ja lubię bardziej.

Komentarze (1)
Jaki problem może mieć Gosia w sobotni poranek?

Miałam przerażający sen. Śniło mi się, że ja iSuperbohaterznaleźliśmy się w najbardziej intymnej sytuacji jaką można sobie wyobrazić dla dwojga ubranych ludzi. Mieliśmy na sobie paskudne dresy i czytaliśmy razem gazetę. Jedną i tę samą gazetę. Ramię w ramię. On stronę prawą, a ja lewą. (Mam nadzieję, że moja lokalizacja była przypadkowa, a nie że podświadomość próbuje przekonać mnie do pewnej opcji politycznej…)

Na jawie chyba nie byłabym zdolna do tak daleko posuniętej otwartości. Zdarzało mi się czytać gazetę w tym samym czasie, co mój partner. Czasami nawet siedząc na tej samej sofie. Ale okropnie irytuje mnie zaglądanie przez ramię do trzymanego przeze mnie czasopisma. Odstąpienie strony obok nie wchodzi w grę. Równie dobrze Superbohater mógłby wsadzić słomkę do mojej szklanki i pozbawić prawa do wyłączności na napój. Zachowajmy jakieś granice przyzwoitości.

W ostateczności mogłabym wyciągnąć z gazety na przykład sekcję sportową, by zająć nią Superbohatera do czasu, aż przeczytam wszystkie interesujące mnie artykuły. Ale do tego też nie jestem specjalnie przekonana, bo czasami nawet w sporcie zdarza się coś ciekawego. 

Ale już najbardziej wkurza mnie to, że od rana zamiast przede wszystkim puknąć się w głowę i wybić z niej  Superbohatera, rozważałam zupełnie nieistotną kwestię sposobu czytania gazety we dwoje. 

Komentarze (2)