iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Zupa z muli, by nie zamulić rozstania

Po czym poznać, że Twój związek już się rozpadł? Po tym, że już nie chce Ci się o niego walczyć.

My trafiliśmy na kolejne koleiny. Ja wyjątkowo, zamiast zamartwiać się, zamiast skupić całą uwagę na nim , zamiast rozpracować plan wyjścia z kłopotów, pomyślałam tylko jedno: „pierdolę, nie robię!”

 

Nie chciało mi się nawet z nim gadać, a co dopiero rozmawiać. Na to dziś nie zasłużył.

I tak, tak po prostu mi przeszło. Koniec. Ulga. Zadałam sobie tylko jedno(!) pytanie: czy coś w tym związku mnie ograniczało? Hm…

Wszyscy kłamią na swój temat. Szczególnie w związkach. Kłamiemy na pierwszej randce, kłamiemy na całym etapie zalotów, kłamiemy gdy zapominamy o rocznicy... Zawsze. Ale czy wiedzieliście, że pierwszych dwóch lat związku psycholodzy od małżeństw nawet nie analizują? Nie biorą ich pod uwagę, bo ten okres to tylko kłamstwa podchodów i zauroczenia.

Gdy ktoś was zapyta jak długo jesteście razem odejmijcie dwa lata kłamstw.

My, kobiety później też kłamiemy. Kłamiemy, że nie czytamy gazet plotkarskich, że nie interesujemy się plotkami na nasz temat. Ściemniamy, że nasze ciało jest naturalnie gładkie. Ale to standard. Wróćmy do mnie - czy coś nietypowego ja udawałam na mój temat przed MDK? Tak! 

Każda z nas ma pewnie swoje „coś”, co teoretycznie powinno być atutem. W naszych głowach z irracjonalnych powodów uważamy to za przeszkodę w prawidłowym rozwoju związku i kłamiemy. Sprawę taimy tak długo, że po latach, gdy wychodzi na jaw same czujemy się zaskoczone swoją „zdolnością”. Zobrazuję tezę na przykładzie mojego „coś”.

Od kiedy pamiętam, tłumaczyłam MDK i zresztą wcześniejszemu chłopakowi też i temu jeszcze wcześniejszemu również, że NIE POTRAFIĘ gotować. Rzeczywisty powód kłamstwa: mam fioła na punkcie czystości. Wiedziałam, że i tak będę mu prała, sprzątała, odkurzała i myła całe mieszkanie. Jego mieszkanie, swoje, później większe wspólne i nasze auta... Szkoda życia by jeszcze, dodatkowo marnować czas przy garach.

Na pierwszej randce MDK podkreślił, że bardzo lubi gotować, szczególnie dania włoskie. Ja odparłam natychmiast: „to świetnie, bo ja sprzątam, więc się dobraliśmy idealnie!” I przez kolejne lata starałam się trzymać fason w tej tezie.

Ja rzeczywiście przesadnie dbam o czystość. Pani psycholog pomogła mi zdefiniować problem i mówić o nim na głos. A MDK rzeczywiście przepadał za kuchnią włoską – zamawiał pizzę w dostawie do mieszkania, kilka razy ugotował spaghetti z sosem ze słoika i raz zrobił lasagne. Wszyscy kłamiemy na swój temat.

W dniu rozstania postanowiłam ugotować coś mojego i tylko dla siebie. Dla przyjemności. Coś, czego nigdy nie jadłam u znajomych, wyciągnąć przepis zakurzony w czasie trwania związku.

Wygrała zupa z muli. Do tej pory robiłam ją zaledwie kilka razy, a ostatnio cztery lata temu! Dawno, prawda? Wiem. Miarka się przebrała.

Wzięłam przepis Łebkowskiego. Mój stary nie miał w sobie nic „wow”. A ten przepis musicie spróbować!

Mule kupicie w „Piotrze i Pawle”. Dostawy świeżych mają na ogół w czwartki (tak jest we Wrocławiu w Koronie). Nie kupujcie w żaden inny dzień i nie gotujcie w żaden inny dzień. Tylko świeża dostawa jest smaczna. Wystarczy, że stara dostawa będzie miała jedną małż zepsutą i cały przepis bierze w łeb. Małże są gorsze niż ryby, bo psują się szybciej. Małże są lepsze niż ryby, bo smakują lepiej:)

Jeżeli chcesz zrobić zupę z muli, kup 1 kg muli ( najlepiej takie bez bisiorów), szafran (szczypta) i szpinak (100 g, pakowane na ogół po 200 g). Resztę składników raczej masz w domu.

W domu najpierw obierz pomidor ze skórki i wytnij nasiona i sok (je wyrzuć). Wyciągnij trzy średniej wielkości cebule – jedną pokrój w kostkę, jedną w półksiężyce, a ostatni ą pół tak pół tak. Podsmaż półksiężyce cebuli na patelni – bez masła, bez oleju, bez jakiegokolwiek tłuszczu! Smaż aż się zarumieni. Później wrzuć cebulę do pomidorów (pomidorów bez soku i bez nasion i bez skórki), dodaj mule, dodaj 2 liście laurowe, 4 ząbki czosnku, 300 ml wina białego wytrawnego i 500 ml wody. Gotuj 20 minut (najpierw niech się zagotuje, później niech się 20 minut gotuje).

Na patelnię wrzuć masło (około pół kostki), cebulę pokrojoną w kostkę i 250 g marchewki obranej i pokrojonej w zapałki. Podsmaż je. Zarumień. Mi zajmuje ten etap około 20 minut na małym ogniu.

W międzyczasie odstaw mule z ognia (raczej już pora:)). Odcedź wywar od muli i od całej reszty. Wywar uzupełnij do 1 litra. Wrzuć tam pomidory z cebulą z wywaru i farfoclami z wywaru. Z muli odstaw kilkanaście najładniejszych sztuk (12-15 szt.), pozostałe małże pozbaw muszli i wrzuć do gara z wywarem i resztą. Dodaj szpinak i śmietanę 100 ml 22 %sól & pieprz do smaku i wstaw do gotowania. Jak się zagotuje, to zmniejsz ogień. 10 minut później masz zupę z muli. Więcej czasu wymagało stworzenie związku. Znacznie mniej jego spalenie. A teraz? Wracam do gry i do gotowania.

Komentarze (0)
Książę z bajki Disneya to czarny... 6 typów dziewczyn, z którymi...