iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

5 powodów dla których warto było obejrzeć finał LM

 

Oczywiście nie chodzi o grę. Moje rybki w akwarium z większym zaangażowaniem walczyły o jedzenie (podane w postaci 4 okrągłych tabletek) niż tych 22 facetów na boisku o piłkę.
 
Mecz rozpoczął się tak jak wszystkie mecze Manchesteru. Wszedł na boisko Cristiano Ronaldo i na chwilę wstrzymałyśmy oddech.
 
 Cristiano Ronaldo, Manchester United. Przy okazji wyszukiwania jego fot znalazłam blog o tytule "mojkochanycristianoronaldo". Całkiem serio.
 
Dla równowagi psychiczno-fizycznej zrezygnowałyśmy tego wieczora z kuszących, słodkich ciach. Zaproponowałam coś mocniejszego - drinki. Pech chciał, że właśnie wtedy, gdy je majstrowałam, napastnik Barcelony postanowił się wykazać. Pierwszą bramkę zobaczyłam dopiero na powtórkach.
 
 Samuel Eto'o, FC Barcelona. Wykonawca pierwszej bramki. Strzelił ją w 10 minucie meczu
 
Tuż po bramce na pierwszy plan wbił się Rooney. Dla facetów ten gość jest chyba tym czym dla nas Bridget Jones – lekarstwem na kompleksy. On przez cały mecz strzelał miny jakby szukał rozumu.
 
 Wayne Rooney, Manchester United
 
Rooneya warto znać, ale za trzeci z powodów dla których warto było obejrzeć ten finał, uważam bramkarza Barcelony.
 
 Víctor Valdés, FC Barcelona
 
Długo nic się nie działo. Ot tak kopali piłkę przez pół boiska. Kamerzyści nie rozpieszczali nas zbliżeniami na piłkarzy. Powtórkę pierwszej bramki udało się reżyserowi jeszcze kilka razy wtrącić pomiędzy przynudnawe starcia piłkarzy. Na szczęście wtrącono też kilka zbliżeń na trenera Barcelony… Oj…
 
 Josep Guardiola, FC Barcelona
 
Aż go wygooglowałam. Nazywa się Josep Guardiola. Ma 38 lat. Katalończyk. Próbował studiować prawo. Przez rok mu to nawet wychodziło.
 
Po przerwie dostrzegłyśmy również obecność Thierry-ego Henry. Czy raczej – Henryka. Postanowiłyśmy przejść z nim na „ty”.
 
 Thierry Daniel Henry, FC Barcelona
 
Druga bramka, jak i jej wykonawca, nie zwróciły naszej szczególnej uwagi. Wpadła pomiędzy tematem o książce zakonnika Knotza a wymianą informacji o koncercie Madonny. Tak mecz się skończył.
 
Po wczorajszym wieczorze przed telewizorem stwierdziłam, że to dość nudny do oglądania sport. W porównaniu do koszykówki – akcja jest rozwleczona. W porównaniu do siatkówki – albo agresywna albo teatralna, nic pomiędzy. Wysiłki zawodników niestety rzadko przykuwały uwagę. Od biedy, w nudną środę, jest po co włączyć telewizor, czy wyjść do pubu. W końcu całkiem nieźli przystojniacy z tych piłkarzy. Ale nie rozumiem czym zachwycają się faceci.

 

Komentarze (5)
Najlepsze ciacha i… fałdki

Lato jeszcze odpoczywa w Australii a Polki już  martwią się o swoją figurę. Rozmawiałam wczoraj z przyjaciółkami o najlepszych ciachach w mieście aż tu nagle, nie wiem skąd, wparował temat fałdek! I zaburzył proces moich słodkich rozważań…

Niestety, ale tezę o pięknych parametrach: 90-60-90 cm i 45 kg lansują: dział marketingu alli, „chudnij z nami”, anorektyczki, Hollywood i ciocie „dobra rada”. Rozumiem, że niektórzy z nich próbują zarobić.

A ponieważ temat powraca, coraz częściej, w rozmowach w różnych kręgach, postanowiłam dokonać skromnej obserwacji kobiet rezygnujących z deserów. (Badania dokonałam na niereprezentatywnej grupie w warunkach nie losowych będąc pod wpływem torcika czekoladowego.)

W co najmniej 9 przypadkach na 10 prawdą jest:

1. Faceci mówią do nas „pączusiu”, bo jesteśmy słodkie.

2. Jeżeli dziewczyna nie ma na co narzekać to narzeka na nadwagę. (Ja na szczęście po drodze chciałabym większy biust.)

3. Z wagą jak z wiekiem - mamy tyle na ile się czujemy.

4. Jedyna dieta cud to: „mniej żryj”.

5. Jeżeli nadwaga to zaburzenie równowagi między Tobą, a światem to przynajmniej na Twoją korzyść. (przysłowie eskimoskie)

Wzorowa piękność wygląda tak:

Narodziny Wenus

Sandro Botticelli - Narodziny Wenus. (Zdjęcie zgrabowane z netu, nie wsypcie mnie)

Ma fałdki, nieproporcjonalne ciało i tłuste włosy (jest przed prysznicem). A znawcy piękna i tak od wieków wzdychają do niej. Więc zamiast narzekać, zapolujcie na najlepsze ciacha w mieście. Na starość oglądając swoje zdjęcia przyznacie, że w młodości wyglądałyście bajecznie.

Komentarze (1)
Nic lepszego niż mieszkać w Polsce

Coraz częściej mam wrażenie, że najwspanialszym miejscem na świecie jest Polska. U nas matury są proste. Wszyscy dostają się na studia. Świńska grypa i w ogóle wszystkie świństwa ulatniają się w pobliżu granic Polski.

Dłuższy niż długi weekend urlop zmusił mnie do pozostania w domu. Rano nie czułam potrzeby wstawania z łóżka, wiec włączyłam telewizor. I wprost zalały mnie dobre wieści z kraju.

Najpierw maturzystka stwierdziła, że zadania na pisemnym angielskim były proste. Podobnie z pisemnym polskim. Egzamin tak dla hecy zdawali też urzędnicy, którzy stwierdzili, ze pisanie matury to teraz przyjemność.

Gdy ja pisałam maturę z egzaminu wyszłam otępiała. Po nieprzespanej nocy, kilku godzinach kombinowania i klecenia zdań nie chciało mi się z nikim rozmawiać. O egzaminie z historii nawet nie chcę wspominać. I choć oceny dostałam fantastyczne, mój egzamin dojrzałości kojarzy mi się z wielkim stresem. Przezwyciężanie strachu i kłopotów żołądka oczywiście przydało mi się później:)

Dlatego chciałabym zapytać - czy wszyscy abiturienci uważają, że matura była prosta? Czy może wypowiedzi zostały wyselekcjonowane dla stworzenia takiej opinii?

Jeszcze dodam, że pikietujący w biurach PO związkowcy, grzecznie odpuścili sobie spór z władzami. Potulnie, bez użycia siły, policjanci wytłumaczyli im, że 'tak naprawdę jest super, więc o co im chodzi?'

Prezydent i premier uprzejmie ustępują sobie miejsca na kolejnym szczytującym spotkaniu. Sukcesy przyszłego spotkania przypisywać mamy wszystkim głowom państwa. Choć większość z nas pewnie i tak nie wie o co chodzi z tą Wspólnotą.

Nawet prognozy recesji i deficytu budżetowego okraszane są stwierdzeniami, po których należy dojść do wniosku:

  • Prognozy KE i wszystkich zagranicznych instytucji mylą się, polskie nie.
  • Polska i tak ma najlepiej, bo w pozostałych państwach jest i będzie gorzej.

I świńska grypa... tu już w ogóle nie wiem co jest grane. Internauci zagraniczni tak ilustrują zależność opinii publicznej od źródła wiedzy:

Nadmuchane zagrożenie chorobą dotarło do Frankfurtu nad Odrą. I ani kroku dalej.

Media zagraniczne znane są z tego, ze robią z igły widły i szerzą strach. U nas natomiast z telewizji, radia, i Internetu płyną genialne wiadomości. Czy rzeczywiście dotarliśmy do raju? A co tam Irlandia, mamy Disneyland!

A gdy bezrobocie sięgnie 20 procent dodatkiem specjalnym gazet będzie Prozac...

Komentarze (8)