iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Mózgi singli są słabsze...?

Takie wnioski płyną z rozbrajającego badania rodem z USA. Podobno najlepszym sposobem na rekonwalescencje po udarze mózgu jest łączyć się w pary.

Niedawno wspomniałam o „genialnym badaniu” przeprowadzonym przez amerykańskich „naukowców”, którym „udało się dowieść, że miłość może trwać latami” (!). Przypadkowo w moje ręce wpadła informacja prasowa o innym, równie przewrotnym doświadczeniu naukowym.

Tym razem badacze z Ohio dowiedli, że mózgi singli są słabsze. Podobno samotność może poważnie odbić się na zdrowiu, a odosobnienie społeczne „ma zasadniczy wpływ na neurologiczne uszkodzenie mózgu” – powiedziała Courtney DeVries z Instytutu Badawczego Medycyny Behawioralnej. Opinie o generalnym odosobnieniu naukowcy przełożyli na pary, a w komentarzu o badaniu zaznaczyli, że należy żyć w parze, by nie zwariować.

Witki mi opadły.

Po pierwsze - w mojej opinii: zakochanych, jeżeli coś cechuje, to na pewno nie racjonalne zachowanie.

Po drugie - znowu mamy autorkę, a nie autora badania. Kobiety, co z wami? Nie macie co badać? Psujecie opinię o naszej płci!

Po trzecie - badanie przeprowadzono na myszach... Połączmy się z telekinem:

Zgoda. Może zachowanie zwierząt momentami przypomina ludzkie… ale bez przesady. Z całym zamiłowaniem do zootechniki i psychologii społecznej, pamiętajmy, że co gatunek to odrębna baza behawioralna. Wyszukiwanie naciąganych analogii pozostawmy fantastyce i fraszkom.

Nie mieszajcie w to nauki! I nie dołujcie singli...

Komentarze (0)
I co dalej?

Pomimo zachęcającej formy, odzywka i co dalej? nie jest pytaniem lecz opóźniaczem. Opóźnia rozwiązanie kłótni. Jeżeli mężczyzna zadaje takie pytanie to znaczy, że nie potrafi podważyć twojego rozwiązania, i uważa, że łatwiej będzie zdeprecjonować jego konsekwencje.
 
Istnieją dwa sposoby deprecjonowania konsekwencji, oba beznadziejne. Plątanie się w gdybaniu o przyszłości jest głupie i na ogół nic z tego nie wynika. Najlepiej skrócić fantazjowanie za pomocą drzemiącej w nas duszy artystycznej - w stylu oskarowym powiedz: co dalej? A co jest teraz? Nie rozumiem dlaczego się kłócimy nawet o to (tu wstaw nazwę tego o co się kłócicie – jeżeli oczywiście istnieje już na to nazwa). Czy nie potrafimy już ze sobą rozmawiać?
 
Naturalnie, że potraficie rozmawiać ze sobą. Oboje wiecie, że kłótnia sama w sobie nie podważa sensu istnienia waszego uczucia. Kłótnie dodają charyzmy związkom, w naprawdę dobrym związku są jak przyprawa bądź deszcz w lecie. Ale mężczyzna to łagodny i trochę tchórzliwy gatunek. Nie przyzna się, że to on dodał tę przyprawę. Ba! Na myśl, że mąci wodę w lagunie waszego związku, jest w stanie poświęcić wszystko, o co do tej pory walczył. Tu wygrywasz.
 
Tobie również wolno wykorzystać i co dalej? Jeżeli w trakcie kłótni zaczyna docierać do ciebie, że jego argumenty są zupełnie słuszne, tok myślenia dopuszczalny, logika wypowiedzi spójna, a wnioski nie do odparcia - najlepiej zapytać i co dalej?
 
Mężczyźni nie czują prawdziwej mocy i co dalej? Słysząc opóźniacza uznają, że nawiązaliście kontakt. Zainteresowanie przyszłością zinterpretują jako akceptację teraźniejszości i oczywiście jego racji. Przeważnie zupełnie bezmyślnie odpowiadają: nie wiem co dalej, to się zobaczy… Wtedy zastosuj broń cięższego kalibru: ale ja wiem co dalej, już to przechodziliśmy,  właśnie to mnie martwi najbardziej...
 
W ten sposób dałaś swojemu mężczyźnie do zrozumienia, że dotychczasowa potyczka słowna to wstęp. Prawdziwy bój dopiero go czeka - wyciąganie argumentów pamiętających oligocen. Jego nadzieja na suchy ląd okazała się złudzeniem optycznym. Cokolwiek było kwestią sporu właśnie zostało zastąpione przeszłością, przyszłością, wątpliwościami i innymi ruchomymi piaskami, po których on nie potrafi chodzić, bo mężczyźni nie posiadają mocy zbijania argumentów nie na temat.
 
Twój mężczyzna może jednak okazać się zupełnie prostym rozmówcą i na pytanie i co dalej? zacznie wyliczać tuziny zalet jakie kryją się za uznaniem jego powództwa. Wybacz mu. On nie rozumie, że tu chodzi również o twój honor, co oznacza, że nie możesz polec na polu walki i przyznać mu rację.
 
Tak to widzisz? Ja to widzę zupełnie inaczej. Martwi mnie ten wymiar, który dzieli nasze wizje, ponieważ to ten wymiar jest powodem każdego naszego sporu. Jeżeli Twój mężczyzna nie jest doktorem cybernetyki, to hasło wymiar wywoła dreszcze na jego ciele. Jedyne wymiary, jakie lubi, to twoje wymiary, dwa lata temu udało ci się przekonać go, że masz 90-60-90.
 
Słowo wymiar, ewentualnie przestrzeń to niedościgniony zbiór abstrakcji. Mężczyzna, który po trzech godzinach kłótni usłyszy, że tak naprawdę nie rozumie, o co się kłócicie – złoży broń.
 
Mężczyzna woli obejrzeć program motoryzacyjny niż szukać odpowiedzi na pytanie, które kobieta w sytuacji podbramkowej i tak zmieni.

Komentarze (0)
Miłość może trwać latami

Do takiego wniosku właśnie doszli amerykańscy naukowcy.

W University of California (Santa Barbara) przeprowadzono przełomowe badanie. Udowodniono, że miłość może trwać, nie przeszkodzi jej nawet... małżeństwo.
 
W badaniu wzięły udział pary o różnym wspólnym stażu. Krótszym, dłuższym "a nawet 20-letnim"!
 
Jak poinformowano – "aż 13 procent par" przeżyło ze sobą długie lata* i "nadal okazują sobie objawy zakochaniaChociaż wstąpili w związek małżeński"! Czym różnią się od zakochanych od niedawna? "Brakiem obsesji na punkcie swojego partnera".
 
Autorzy badania przyznają, że miłość może przetrwać długie lata, zastrzegają jednak, że istnieje spora różnica między miłością żarliwą a miłością romantyczną. "Podczas gdy ta pierwsza może się szybko wypalić, druga potrafi trwać nawet całe życie." Jak dobrze, że w końcu ktoś to wyjaśnił…
 
My, biedne myszki, które nie zdawały sobie z tego wszystkiego sprawy, dostaliśmy również od amerykańskich uczonych przepis na utrzymanie związku latami: "związek powinien być w naszym życiu najważniejszy. Spędzajmy wiele czasu, pielęgnując go. Pracujmy nad nim i bardzo o niego dbajmy".
 
Bianca Acevedo, motor całego projektu odnalazła charakterystyczne cechy długo kochających się par: "potrafią niezwykle łagodnie rozwiązywać konflikty i podejmują się wspólnych wyzwań".  Kurczę, całe życie wydawało mi się, że darcie kotów i brak wspólnych zainteresowań to przepis na sukces w związku.
 
W badaniu wzięło udział ponad 6 tys. osób. To ponad 3 tys. par. Liczebności próby nie ma się co czepiać. Wręcz przeciwnie – więcej ludzi wzięło udział w badaniu niż podpisuje petycje akcji humanitarnych.
 
Wyniki kalifornijskiego researchu  opublikował dość poważny Review of General Psychology. Zatem albo pisma naukowe nie mają co publikować, albo Amerykanie naprawdę nie mają problemów.
 
ZOBACZ TAKŻE (wpisz w Google):
 
- USA zwalnia… Ludzi.
- Przemysł motoryzacyjny ma problem. Sprzedają się tylko hamulce.
- USA zadłużone po szyję.
 
Albo w ogóle wpisz w Google „USA”. Najczęściej pojawia się w towarzystwie słowa „crisis”. Naukowy?
 
* Dobra, przyznam, że to mnie trochę zaskoczyło. TYLKO 13 PROCENT?!?!? F*CK!!!

 

Komentarze (3)
Co papież wie o seksie?

 

Chciałoby się rzec – niewiele... a jednak! Sądząc po ostatnich wypowiedziach w związku z pielgrzymką do Afryki, nawet jeżeli w praktyce Benedykt XVI od seksu trzyma się z daleka, to w teorii wręcz przeciwnie.
 
Benedykt XVI wywołał oburzenie w Polsce, we Francji, w Niemczech... ale przede wszystkim zaszokował Światową Organizację Zdrowia (WHO). Padło pytanie dziennikarzy, czy w ujęciu walki z AIDS w Afryce Kościół potępia stosowanie prezerwatyw? Papież podtrzymał stanowisko Watykanu (czyli – prezerwatywy to czyste zło, dzieło szatana. Seks też*). Dlatego pierwszą reakcją na wypowiedź Benedykta XVI był sprzeciw ze strony WHO.
 
Wiadomo nie od dzisiaj, że prezerwatywy stanowią jeden ze skuteczniejszych jak do tej pory sposobów na ograniczanie tempa rozprzestrzeniania się wirusa HIV na czarnym kontynencie. I nie tylko tam. Niezależnie od kultury o wiele łatwiej jest stosować antykoncepcję niż zrezygnować z seksu. Tego drugiego rozwiązania przecież nie udaje się utrzymać nawet w murach seminariów.
 
Nie jest jednak tajemnicą, że papież nie został zaskoczony pytaniem, a wręcz je wybrał. Następca Piotra nie odpowiada na pytania z marszu. W drodze na pielgrzymkę, jeszcze w samolocie, otrzymał zbiór pytań jakie dziennikarze chcieliby w zadać głowie kościoła katolickiego, w powiązaniu z nauczaniem religii w Angoli i Kamerunie.
 
Pytań otrzymał dziesiątki, jeżeli nie setki. Odpowiedział na wyselekcjonowaną część z nich. Miał również czas, aby każde ze słów dokładnie przemyśleć, a wydźwięk wypowiedzi odpowiednio sformułować. Nie przypadkowo padły słowa: „To jest tragedia, której nie można przezwyciężyć tylko pieniędzmi, nie można pokonać dystrybucją prezerwatyw, które wręcz zwiększają problemy.”
 
I tak jak prawdopodobnie przewidział – sprzeciw wobec prezerwatyw, (który Kościołowi uchodzi na sucho od lat ;)* ) wywołał burze w mediach. Pobyt papieża w Afryce trafił na czołowe strony najpopularniejszych dzienników europejskich. Przygotowany na to rzecznik Benedykta od razu podkreślił, że psy mediów* są w stanie zamienić całe przesłanie wizyty w jedynie aspekt najbardziej medialny – prezerwatywy. I zamienią przesłanie z jakim głowa Kościoła odwiedza kontynent na sprawę tak marginalną w stosunku do Słowa Bożego jak seks.
 
I już dzisiaj odnalazłam (nawet w polskiej prasie) pochylone głowy pisarczyków. Skruszeni naganą przyjętą na klatę, rozwijali w mediach jak mądre i głębokie słowa ewangelii rozsiewa wśród narodów Benedykt XVI (,ale oczywiście na 10. stronie nie na 1.)*.
 
Na szczęście ja nie jestem dziennikarzem.
 
Benedykt XVI to skandalista. Jedyny sposób jaki ma na utrzymanie wokół siebie zainteresowania to intrygi medialne i wywoływanie burzy w szklance wody. Specjalnie nacisnął na cienką strunę, by na jego poczynania w ogóle ktokolwiek zwrócił uwagę.
 
Jest teoretykiem kościoła, więc nie powie nic co nie było już powiedziane. Potrafi jedynie żonglować tezami teologii. Na nieszczęście (a wg mnie szczęście) – he has big shoes to fill. Jan Paweł II zaskakiwał tym, co żyło w nim – przesłaniem o trzech córach Boga – Wierze, Nadziei i Miłości. Za to go kochamy. Dzięki niemu jeszcze wierzymy. I mamy nadzieję…
 
Ratzinger ma jedynie zdjęcie ekskomuniki z lefebrystów, przedmowę do „Kreacji i ewolucji” o teorii Darwina jako niepopartej naukowo. A teraz również gadanie o prezerwatywach.
 
Żal mi go. Kropka. Com.
 
* Gwiazdką oznaczyłam lapidarium i hiperbolizację. To drugie z przekory.

 

 

Komentarze (6)
Poradnik prawdziwego mężczyzny

Amerykanie zanim cokolwiek zrobią muszą przeczytać o tym poradnik. Nasi mężczyźni też.

Spośród poradników "dla prawdziwych mężczyzn" polecam ten z youtube.com, wart jest tyle samo co pozostałe, ale przynajmniej jest z czego się pośmiać.

Najistotniejsze porady i wskazówki:

1. Prawdziwy mężczyzna jest samotnikiem. Żeni się wyłącznie po to by zdementować plotki że jest pedałem. Obrączka to międzynarodowy symbol krypto-geja. Łączymy się z telekinem:

 

2. Prawdziwy mężczyzna nie obsługuje ani pralki, ani zmywarki. Jeżeli potrafi je zaprogramować, to znaczy, że jest kobietą, "bo nawet pedały tego nie potrafią":

3. Porada nie lada o tym czy lepiej grubszy czy dłuższy:

4. Wiedzą jak wyglądałby świat bez kobiet:

Z jednej strony - facetom musi być trudno balansować na wszystkich granicach między "męskie" a "niemęskie". Wódkę piją pełnymi kieliszkami, unikają piwa z sokiem, nie tańczą do "I will survive", nie sprzątają i nie stosują płynu do płukania tkanin. Z drugiej strony - nareszcie potrafią z siebie żartować!

Komentarze (1)